Gaudeamus igitur
👁 6Autor: Qbam
2021-01-28 01:37:00
Truizmem byłoby powiedzieć, że szkolnictwo wyższe w Polsce nie odpowiada zapotrzebowaniu rynku pracy.
Część uczelnianych katedr, instytucji oraz „autorytetów naukowych” jest po prostu zbędna.
Skąd takie słowa i czy nie są hipokryzją, kiedy wygłasza je ktoś, kto co najmniej ogólną erudycję zawdzięcza właśnie systemowi szkolnictwa wyższego?
Wymienię 4 przykłady, mówiąc oględnie, szkodliwości „nauki” dla zasad współżycia społecznego.
1. <a href="http://www.ptp.org.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=417">Testy projekcyjne w orzecznictwie sądowym (również rodzinnym)</a>, gdzie atramentowe plamy wymyślone na początku XX wieku decydują o losach całych rodzin. W tle — zbyt duże sprzeczności u tzw. „biegłych”.
2. Franczyza na uczelniach ekonomicznych — słyszałem o przypadku suflowania konkretnej franczyzy przez wykładowcę.
Wystarczy zestawić książki Pani Marty Ziółkowskiej z „Franczyza-fakty i mity” Daniela Dziewita oraz <a href="https://iws.gov.pl/wp-content/uploads/2020/10/IWS_Adamus-R._Faktyczna-nier%C3%B3wno%C5%9B%C4%87-stron-umowy-franczyzy-w-Polsce.pdf">Raportem Profesora Adamusa.</a>
Jeśli dodać do tego ustalenia Parlamentu Europejskiego w zakresie relacji franczyzowych — to gdzie w tym kontekście umiejscowić nauczanie studentów o dobrodziejstwach płynących z franczyzy?
3. Eksperci od transmisji wirusa — w lutym 2020 roku pewien znany wirusolog ośmiesza zapobiegawczość społeczeństwa, wyśmiewając noszenie maseczek — przedstawiając je jako źródło zakażeń wręcz — po czym pół roku później wzrost zakażeń tłumaczy... nie noszeniem maseczek.
4. Zaszczepione „elity” — jaki trzeba mieć stan umysłu, żeby nie wpaść na „nietakt” wynikający z takiego procedowania szczepień? Czy Rektor WUM uciekł podczas studiów z zajęć psychologicznych i antropologicznych?
Mogę tak wymieniać bez końca.
Czy tak jest ze wszystkim, czego uczymy się na uczelniach? Czy problem dotyczy tylko kierunków humanistycznych?
Czy pracownicy naukowi nie są w swoistej „franczyzie” wciskania kitu ufnemu, skretyniałemu postkolonialnemu społeczeństwu — i gdy z tej „franczyzy” wyjdą — to płacą karierą naukową?
Tytułowa piosenka gloryfikująca „studencki, radosny etap” życia człowieka wykształconego — brzmi smutno. Czy w rytm tej pięknej melodii nie odbywa się „danse macabre”?